Świąteczny wywiad z szefem Filmany

Świąteczny wywiad z szefem Filmany

Zacznijmy od najklasyczniejszego pytania: czym jest projekt Filmana i kto za nim stoi?

Filmana to przede wszystkim fundusz, który chce przynosić chrześcijaństwo i jego wartości poprzez filmową twórczość. To jest całkowita podstawa - jest to projekt non-profit, za którym nie stoi żadna uznana organizacja, ale około dziesięciu osób, które łączy wiara w Boga i przekonanie, że żyć wiarą trzeba także poza murami budowli kościelnych.

Pierwszym projektem jest platforma o tej samej nazwie, która oferuje w jednym miejscu filmy, seriale i dokumenty, które mogą (mamy nadzieję) nasycić duszę.

Z odrobiną przesady mówimy o Filmanie jako o misjonarskim projekcie na cyfrowym kontynencie.

Założenie „czeskiego Netflixa”, dodatkowo skoncentrowanego na filmach o tematyce chrześcijańskiej i duchowej, wymagało pewnej dawki odwagi. Na projekt zbierano fundusze, można sobie wyobrazić, że koszty przewyższają dochody, a załatwienie formalności związanych z prawami autorskimi na pewno nie było prostym zadaniem. Czy mógłbyś opisać, co Cię pchało do przodu i dzięki czemu nie porzuciliście swojego zamysłu stworzenia „czeskiego chrześcijańskiego Netflixa”?

Kiedy byłem mały, w domu w ogóle nie mieliśmy telewizora, a moi rodzice do tej pory go nie mają. Jednocześnie jestem z pokolenia, które obecnie do oglądania filmów lub słuchania muzyki głównie używa platform streamingowych. To jest dla mnie naturalne. Ale puszczenie sobie online czegoś wartościowego, chrześcijańskiego, a jeszcze legalnego, do niedawna po prostu nie było możliwe. I to wydawało nam się niewykorzystaną okazją. I tak zgodnie z hasłem: „Kto, jeśli nie my? Kiedy, jeśli nie teraz?” zabraliśmy się do pracy.

Oczywiście zagraniczne platformy i podejście studia, które stoi za serialem The Chosen, były dla nas inspiracją.

Równocześnie mieliśmy kryzys w naszej macierzystej firmie, której się nie powodziło, i dzięki temu był czas, aby niektóre rzeczy przemyśleć i spojrzeć na nie szerzej.

Nie mniej ważne było to, że z natury jestem pragmatycznie nastawioną osobą i według danych rynek usług streamingowych w Europie nieprzerwanie rośnie. Dlatego nie było pytania, czy coś takiego powstanie w środowisku wierzących, ale bardziej kiedy.

Tak to brzmi jak oczywista rzecz, ale przez pół roku myśleliśmy nad tym, szukaliśmy informacji, prowadziliśmy rozmowy. Potem nadszedł czas na pieniądze. Część udało nam się zebrać w zbiórce, część darowali nam kilku oświeconych mecenasów, dużą część daliśmy z własnych środków. I tak byliśmy na jednej trzeciej budżetu, którego idealnie potrzebowaliśmy. Ale musieliśmy to uruchomić. Teraz – po roku – sytuacja nie jest o wiele różowa: wiele pieniędzy mamy pożyczone. Ale wierzymy, że z Bożym błogosławieństwem to się uda. Dodatkowo od listopada mamy w końcu nowe aplikacje telewizyjne i mobilne, aby oglądanie było przyjemniejsze. Udało nam się zdobyć nowe filmy, nawet te, które nigdy u nas nie były wydane. Teraz tylko pozostaje, aby w naszą misję uwierzyli widzowie :)

Co wszystko musieliście przejść, aby z pierwotnej myśli powstała Filmana w takiej formie, w jakiej ją teraz znamy? Czy mógłbyś podzielić się z czytelnikami jakąś zabawną lub dziwną historią z czasów powstawania Filmany?

To proste, było za tym mnóstwo mrówczej pracy i przede wszystkim wytrwałości oraz cierpliwości.

Konkretnych śmiesznych przygód raczej nie mamy, ale na początku było to na pewno zabawne, ponieważ zabraliśmy się za branżę, o której tak naprawdę nic nie wiedzieliśmy. Chociaż jestem filmowcem, to dystrybucja treści to zupełnie inna kategoria.

Nie mieliśmy zielonego pojęcia, ile będą kosztować filmy, gdzie je znaleźć, jak technicznie zbudować platformę.

Zaczynaliśmy jako taka niezapisana karta. Teraz już wiemy trochę więcej, ale nadal się uczymy.

Gorzko-słodką historią było to, że na początku zaprezentowaliśmy nasz zamysł jednemu mecenasowi, który zasugerował, że byłby gotów nas wesprzeć dość znaczną kwotą. Zachęceni wizją finansowego wsparcia zabraliśmy się do pracy pełną parą. Na koniec jednak od owego osobnika nie dostaliśmy żadnych funduszy i musieliśmy szukać ich ciężko gdzie indziej. Ale z drugiej strony – bez tej obietnicy może byśmy się do tego nawet nie zabrali, więc było to potrzebne kopnięcie do przodu.

Zespół stojący za Filmaną z pewnością nie jest nieznany w branży filmowej. Macie doświadczenie na przykład z tworzeniem niedocenianego projektu youtube'owego Církev za oponou lub spektakularnego dokumentu Psi páně, którego recenzja niegdyś ukazała się w naszym diecezjalnym czasopiśmie Katabáze. Czy zajmujecie się filmową twórczością nadal, czy cały wasz czas i energia są pochłonięte przez Filmana?

Filmana i produkcja filmów w rzeczywistości są powiązanymi pojęciami. We współpracy z naszą firmą produkcyjną Bumerang Film przygotowujemy już teraz kilka programów i filmów, które będą miały premierę na Filmanie i które potem chcemy wysłać dalej w świat.

Między innymi chodzi o dokumentalny serial Tóny svobody o więźniach, którzy nawrócili się na wiarę, lub serial Pěšáci víry - historie ludzi wiary, którzy całe życie niemal niewidocznie służą Panu Bogu i zostawiają za sobą wielu przemienionych ludzi.

Planujemy także programy dotyczące przekazywania wiary w rodzinie lub program dla dzieci. Oprócz tego pracujemy nad dwoma filmami - jeden o charyzmatycznym, ale kontrowersyjnym indyjskim kaznodziei, który działa na całym świecie, a drugi o miejscu pielgrzymkowym Neratov, które ma być ogromną inspiracją.

Ponieważ ogólnie jako wierzący, przynajmniej w Europie, mało wykorzystujemy potencjał mediów i filmowej twórczości, która ma ogromną moc zarówno kierując się do ludzi wierzących, aby ich edukować i wzmacniać w wierze, ale także do ludzi poszukujących, ponieważ to jest wspaniałe narzędzie ewangelizacyjne.

Produkcja filmów jest ekstremalnie kosztowna i czasochłonna, ale mocno wierzymy, że ma sens i że to jest nasza droga.

W naszych stronach jest dość typowe, że często niechętnie płacimy za coś. Spróbujcie sobie wyobrazić, że przed wami siedzi potencjalny subskrybent Filmany, który ma szereg argumentów, w tym to, że „sprawy związane z wiarą powinny być ludziom przekazywane za darmo” i „chcecie zarabiać na wierzących pragnących kulturowych doznań”. Czy potrafiłbyś mnie przekonać, że subskrypcja Filmany jest korzystna nie tylko dla mnie? Co mi przyniesie?

Filmanę traktujemy jako projekt wspólnotowy - kiedy wszyscy wspólnie złożymy się po małych kwotach, możemy razem zbudować coś dużego i wartościowego. Cena subskrypcji na miesiąc dodatkowo kosztuje mniej niż bilet do kina.

Żaden projekt nie działa bez pieniędzy, żadna parafia, żadna wspólnota. Na finanse nie możemy patrzeć jak na jakieś konieczne zło, ale jako na krew, która płynie i przynosi życie i energię, gdy jest to odpowiednio uchwycone.

Ale powód, dla którego nasza usługa jest płatna, jest właściwie znacznie prostszy - dystrybutorzy nie pozwolili by nam pokazywać filmów w internecie za darmo, więc cały nasz projekt bez modelu subskrypcyjnego nie mógłby w ogóle powstać. Poza tym wszyscy to znamy - co nic nie kosztuje, za nic nie kosztuje! :)

Kiedy na stronie Donace ruszała zbiórka na działalność Filmany, w opisie projektu między innymi stało, że za Filmaną stoi zespół wierzących filmowców. Jeśli to dla Ciebie nie jest zbyt osobiste pytanie – co dla Ciebie obecnie, w nowoczesnym świecie i w twoim osobistym życiu znaczy wiara i Bóg?

Wiara nie powinna być sprawą tylko osobistą – wewnętrzną. Powinna z nas promieniować na zewnątrz! Mieszkamy na ulicy, gdzie jesteśmy jedynymi wierzącymi. Ale wszyscy wiedzą, że w niedzielę chodzimy do kościoła, nie pracujemy. W tym widzę jako ważne, aby być konsekwentnym także w tych zewnętrznych przejawach.

A dla mnie osobiście – nie przeszedłem przez żadne bunty w okresie dorastania. Wiarę traktowałem jako naturalną część życia, przejętą od rodziców. I to, że rozpoczęliśmy Filmana, jest dla mnie wielką szkołą wiary i wierzę, że to mnie przesuwa naprzód. A współczesny świat? On potrzebuje wiary, tylko stracił z nią kontakt, a naszym zadaniem jest nie zamykać się i głosić ją dalej. Tylko nikt tak naprawdę nie wie jak. Moim przepisem jest podwójne - osobiste świadectwo tym, jakim jestem, oraz świadeczenie poprzez filmy, które będziemy w niedalekiej przyszłości kręcić i nadawać tam, gdzie ludzie poszukują - przy ich telewizorach, w kinach, na mediach społecznościowych.

Czy potrafiłbyś polecić naszym czytelnikom skarby, dla których z pewnością warto subskrybować Filmana?

Uff, wierzymy, że być może dzięki wszystkim :) Staramy się mieć ofertę jak najszerszą, aby każdy mógł po prostu znaleźć to, co mu odpowiada. Dodatkowo szczególnie w tych miesiącach oferta rośnie co tydzień o kilka nowych tytułów, więc nie jest mi łatwo się zdecydować. To, co muszę wspomnieć, to trzy różnorodne amerykańskie filmy od studia, które stoi za serialem The Chosen. Te filmy mają u nas czesko-słowacką premierę. Jest to dokudrama „Za smrtí”, która zajmuje się kwestią śmierci klinicznej i co jest po niej. Występują w nim ludzie, którzy to przeżyli, w towarzystwie naukowców i lekarzy. Dalej film „Posun”, który jest paralelą historii Joba i jest z gatunku sci-fi - zdecydowanie nietypowego dla chrześcijańskiego środowiska :) I na koniec film „Jediný syn”, jako historia starozakonnego Abrahama i jego syna Izaaka. Oprócz tego z lżejszych gatunków może francuska komedia Szansa wygrać lub znana bożonarodzeniowa historia z pierwszej wojny światowej Szczęśliwe i Wesołe o celebrowaniu północnej mszy na polu bitwy z wrogiem. Oprócz pełnometrażowych filmów mamy również mnóstwo krótszych formatów dla tych, którzy mają mniej czasu.

Nasza rocznica wychodzi w grudniu, w czasie Adwentu, oczekiwania. Czy masz jakieś przesłanie dla naszych czytelników, poselstwo, wsparcie na czas Adwentu?

Nie czuję się całkiem powołany, aby komuś coś głosić, więc tylko z mojego osobistego doświadczenia – nasze kościoły, społeczeństwo, państwo – potrzebują aktywnych ludzi. Zbyt często wiąże nas strach, nasze pozorne pewności, z których dobrze jest wykroczyć. Dużo we mnie rezonuje też to, że będziemy zdawać rachunki nie tylko z tego, co zrobiliśmy, ale Pan Bóg policzy wszystkie dobre uczynki, które mogliśmy zrobić, a nie zrobiliśmy.

Ciągle walczę też z tym, że mam tendencję robić wszystko sam, swoim rozumem i mało zostawiam Panu Bogu miejsca w sprawach zawodowych. Ale staram się szukać Jego znaków w tym, co dzieje się wokół mnie. Więc moje przesłanie brzmi: nie bójcie się (zresztą określenie „nie bójcie się” pojawia się w Biblii 365 razy) i róbcie dobre rzeczy, projekty, czy to małe, czy duże! Oczywiście będziecie mieli lęki, niepewności, obawy. Ale z Bożym błogosławieństwem zdołamy je przezwyciężyć!

Rozmowę przeprowadziła i przygotowała dla rocznika Plzeňskiej diecézji CČSH Amaya Sardá.